
W ubiegłym tygodniu miałam urodziny. Rozmowy, wizyty, kwiaty, prezenty, życzenia.
Bardzo, bardzo lubię świętować kolejny wartościowy rok życia w zachwycie. I dostałam zachwycające życzenia – wszystkiego kociego!
MIAUlepsze życzenia!
– Słodkości.
– Puchatości
I z Życia Radości!
Oj jakże bardzo to o mnie! Byłam wdzięczna 😊
A trzy dni później trafiłam do dentysty na planowany zabieg usunięcia ostatniej, niustająco rosnącej i czyniącej wielkie szkody ósemki.
Nie poszło dobrze.
„Proszę się spodziewać najgorszego. A jak będzie lepiej to ok.” – powiedział lekarz.
To nie w moim stylu – pomyślałam – i moje doświadczenie na to nie wskazuje, usuwałam już trzy takie zęby kilka lat temu.
Jednak następnego dnia było źle, a w kolejnych gorzej, gorzej, jeszcze gorzej. W sumie dopiero dziś, po tygodniu, sytuacja zaczyna się stabilizować.
Chciałam by mnie ktoś pożałował, ale mam taki stary nawyk „dawania rady”. Nie lubię robić kłopotu, wolę zniknąć niż marudzić. Więc miauknęłam tylko kilka razy, tylko do najbliższych. Pozostałam w dystansie, kisząc się w swoim cierpieniu sama.
Koty są mistrzami w ukrywaniu bólu i choroby, co jest ewolucyjną spuścizną – w naturze chory osobnik staje się łatwym celem. Kot staje się osowiały, chowa się w ciemne, niedostępne miejsca, unika kontaktu z domownikami. W przeciwieństwie do psów, koty rzadko skomlą. Zamiast tego reagują wycofaniem, mniejszą aktywnością, a w przypadku przewlekłego bólu – apatią lub wzmożoną agresją.
Wszystkiego kociego. No tak. Wszystkiego. Literalnie.
Nie wstawię zdjęcia z najgorszego stanu. Wolę pamiętać dobry.
Też tak masz? Masz inaczej? Zmień to albo nie zmieniaj.
W zgodzie ze sobą.
Jesteśmy różni. I takimi się kochajmy.