Specjalna okazja

Poszłam ostatnio do kantoru sprzedać dolary. Nie przyjęli, bo nie były w stanie idealnym. Gotówka nigdy nie jest. Nawet nie pomyślałam, że moja nie jest. Sprzedałam gdzie indziej.
Poszłam do lasu w czasie mrozu i zobaczyłam na choinkach pajęczyny. Nie wiedziałam, że tam są, dopóki mróz ich nie ujawnił. Innego dnia zobaczyłabym je w deszczu, może w słońcu, i to tylko pod kątem.
W każdej z tych okoliczności to czego doświadczyłam, zależało dodatkowo od mojej tam obecności i uważności. Kontekst miał znaczenie.
Dla mnie defekty na gotówce to normalna sprawa, a pajęczyna to cud natury, misterna ozdoba. A przecież to zależy. Pająk ma w tym biznes, żeby trzymać swoją pułapkę na muchy w ukryciu, żaden to dla niego cud natury, po prostu sposób na przeżycie. Ktoś mógłby rzec, że okrutnik z niego. Sprzedawca w kantorze ma biznes w zakupie mało zniszczonej gotówki. Żadna to dla niego ocena moich dolarów i byłby zdziwiony słysząc co pomyślałam wkurzona.
Kiedyś w hotelu na podłodze zobaczyłam naklejkę z motylem. Podniosłam z wykładziny i przykleiłam sobie na twarz. Zarazki – powiesz – to właśnie dokładnie usłyszałam. A ja lubię to zdjęcie, bo jestem na nim sobą.
Jestem nieidealna dość często. Czasem to będzie akceptowane, a czasem nie. Przez niektórych i tylko w niektórych okolicznościach.
Czy to jest wystarczający powód do ukrywania tego czegoś? Ukrywania się? Ukryte trzeba chować. Może niepotrzebnie marnuję energię na to całe ukrywanie …?
Co wiem o sobie a inni tego nie wiedzą? A mogliby się dowiedzieć i może nawet nikogo by to nie obchodziło.
Czasem mam biznes by coś ukrywać, a czasem nie. Ciężko coś dźwigać, nie zawsze trzeba.
Wprawiam się więc nieustannie.
Bo moje wprawne oko widzi to, do czego jest wprawione. Czasem się zachwyci, czasem zreflektuje. Wie co ważne dla mnie, bo moje wprawne serce to wie. Wie także co ujawniać i po co, a co skrzętnie chować jak cenny skarb.
Na specjalne okazje.