
Wyjazdy to mój żywioł, bo otaczająca mnie rzeczywistość jest nowa. Mogę do woli odkrywać jakiś kawałek świata i siebie w tym kontekście. Nie lubię planować, więc wyboru atrakcji na miejscu dokonuję także spontanicznie. No chyba, że … nie jestem sama i po prostu trzeba coś uzgodnić. Przedwczoraj więc kiedy znalazłam lokalną knajpę rybną, zaczęłam czytać opinie w internecie. Tego z własnej woli nie robię dosłownie nigdy, ponieważ opinie nieznanych mi ludzi nie są dla mnie miarodajne, ani nawet wiarygodne – szczególnie w czasach wszędobylskiego marketingu i algorytmów. Ale … poczytałam, że jedzenie w miarę, ale ceny i zachowania obsługi już nie. Mimo to pójdziemy, warto sprawdzić. Poszliśmy.
Od progu pełno ludzi w środku i to czekających, obsługa każe siadać gdzieś, po czym właściciel krzyczy, że nie, bo rezerwacja, słabo mówią po angielsku, no generalnie, za dużo dramatów na raz. Gdybym była sama wyszłabym na stówę, natychmiast. Za chwilę już ten sam właściciel podchodzi do stolika z kartami i namawia na coś z dań dnia i cały litr lokalnego wina, właściwie nie słuchając czego my potrzebujemy. Wszystkie czerwone lampki i syreny alarmowe wyją wręcz w mojej głowie. No oczywiście, dokładnie tak jak pisali w opiniach. I kiedy zostajemy tylko z kartami okazuje się, że cała karta jest także po polsku. W karcie z polecenia jest dokładnie to, czego chciałam spróbować, a chwila obserwacji właściciela wskazuje, że to po prostu taki „żartowniś”. No a później to już jest nieziemsko dobre jedzenie, bardzo dobre wino i ceny całkiem normalne.
No tak – pomyślałam – dotknęło mnie to, co czasem dotyka wszystkich ludzi, jeden z wielu błędów poznawczych – błąd potwierdzenia. Zasugerowałam się przeczytanymi opiniami i skłonna byłam do wyszukiwania, interpretowania i gromadzenia informacji w sposób, który je potwierdzał. Przez chwilę ignorowałam, a nawet umniejszyłam znaczenie faktów, bo były sprzeczne z moim założeniem, co mogło sprawić, że nie doświadczyłabym dobrodziejstw tej chwili.
Ten mały kawałek betonu we mnie już rozpoznany i ukochany. Jak to dobrze mieć znowu otwarty umysł! Mniam! Smacznego! 😉