
Byłam w Vegas i znajomi namawiali mnie na grę w kasynie, twierdząc, że to tradycja zagrać za 20$. Po prostu konieczność. Nie lubię, nie mam skłonności do hazardu, a przede wszystkim było mi zwyczajnie żal wyrzucić pieniądze w błoto, bo nie wierzę w takie cudowne wygrane. Jestem też trochę uparta. Ale w końcu pomyślałam o tym, że raczej już tam nie pojadę, nie będzie okazji zagrać i może chociaż z ciekawości (jak to jest) poświęcę te pieniądze.
Wzięłam do ręki 10$ w gotówce. Marudziłam trochę, że wolę to wydać na kawę i że w sumie wyrzucam te pieniądze jakbym ich nie szanowała. Symbolicznie splunęłam nawet na banknot. Wybrałam prostą maszynę z siódemkami, bo tylko taką kojarzę. Wydawała się prosta, ale i tak nie bardzo wiedziałam o co w niej chodzi. Klikałam więc w przyciski losowo, 1$, 2$, 3,5$, 5$, a chciałam przynajmniej 5,5$ na kawę, więc pociągnęłam za wajchę jak na filmach i … wygrałam 95$. Radość była niespodziewana, amerykańska gotówka miła w rękach, a zaskoczenie szczęśliwym splotem okoliczności bardzo przyjemne.
Na pewno kojarzycie Prawo Murphy’ego, które głosi, że jeśli coś może pójść źle, to na pewno tak się stanie. Po co je powtarzamy? Bo boimy się przegrać, więc wolimy nie ryzykować.
Tymczasem to Prawo Murphy’ego pochodzi z błędnie podłączonych czujników podczas testów, kiedy to inżynier Edward A. Murphy Jr. miał skomentować, że jeśli istnieje sposób, aby zrobić coś źle, to na pewno ktoś go znajdzie. Więc nie chodziło o to by nie ryzykować, ale by rozsądnie zabezpieczać się na takie sytuacje.
W filmie „Interstellar” natomiast jest jeszcze inna interpretacja Prawa Murphy’ego, że „cokolwiek może się stać, stanie się”. Ta interpretacja nie jest fatalistycznym stwierdzeniem, że wydarzy się coś złego, ale raczej podkreśleniem nieuchronności tego, co jest możliwe.
Dla mnie wygrana w kasynie ziściła się, bo mogła. Choć potrzebowałam lekkiego „wsparcia” 😉
Warto próbować, bo przecież Joker jest w każdej talii kart!