
Ostatnio podróżując pociągiem byłam mimowolnym świadkiem ciekawej rozmowy dwóch młodych mężczyzn, wspólnie jadących do pracy. Jeden z nich opowiadał drugiemu o swojej pracy właśnie, a następnie zmienił temat i opowiadał o swojej dziewczynie.
„Boże, jak ja już pokochałem tą moją dziewczynę!” – dokładnie tak powiedział. Tak to pięknie powiedział, z takim ładunkiem emocjonalnym, że od razu wyobraziłam sobie jak mówi to do niej. Wręcz to poczułam.
Po powrocie do domu wybrałam się do kina, na taki nowy film, pt.: „Amator”, w którym były dwie bardzo wzruszające sceny:
1. Główny bohater traci żonę – nagła śmierć z rąk terrorystów, zupełnie przypadkowa, w trakcie jej podróży służbowej. Po kilku dniach zwracają mu walizkę z jej rzeczami, a on kładzie się na walizce i tych ubraniach, wtula się w nie głowę, wącha je i płacze.
2. Następnie ten sam główny bohater, współpracuje z wdową po rosyjskim szpiegu, która żyje samotnie, kontynuując zadania zmarłego męża. Całe życie się ukrywa i z nikim nie kontaktuje. W trakcie wspólnego tygodnia ona przychodzi w nocy, by poprosić o przysługę. Nic nie chce wielkiego poza przytuleniem i poczuciem w nocy, w łóżku, ciepła ciała drugiego człowieka.
Tak mnie to wzruszyło, przypomniało jak bardzo potrzebujemy siebie nawzajem.
Mówisz? Jeśli nie to na co czekasz? Ja przyznam, że czasem nie robię i nie mówię, bo nie wiem, czy nie zrujnuję cudzego świata zamiast uszczęśliwić.
Odwaga słyszenia, rozważania, interpretowania, proszenia, wyrażania siebie.
Odważna, od ważna, ważny, ważne.
To teraz już wiesz, kiedy zdjąć zasłonę, się odważyć, może ktoś na to właśnie czeka.