Spektrum

Nie chciało mi się dziś wyjść z domu. Zimno i na dworze okropnie szaro, ale pies potrzebuje przecież ruchu i ja też.
Szłam leśną drogą obserwując jak lód powoli topnieje, a kora na drodze po wycince drzew jest brudna i szara. A zaraz później przypomniałam sobie, że lubię szary kolor. Nie tylko w wystroju domu, ale także na ubraniach, a nawet w lakierze do paznokci. No niby tak, ale … wybiórczo, czyli wtedy jak stanowi piękne tło, kontrastowe, dla kolorów natury – lasu i mojego 😉 A tu wszystko szare. Ciemno, zimno, nie ma słońca. I wtedy dotarło do mnie, że przecież powyżej linii chmur zawsze jest słońce. W jednej chwili przeniosłam się w wyobraźni do samolotu, a potem już na piaszczystą, ciepłą plażę, itp. itd. No przecież. To wszystko istnieje jednocześnie. Może być moim udziałem. A pomiędzy skrajnościami jest wielka przestrzeń. Wszystko to spectrum – zakres, zbiór komplet, wachlarz – całość zjawisk. Przecież pomiędzy przeciwnymi końcami jest jeszcze tyle do odkrycia. Bo ciemno to po prostu mniej światła, a smutno to mniej radośnie. Wszystko jest pomiędzy zero a jeden. Nawet jest spektrum mnie. Na co mnie stać po obu końcach? I gdzie aktualnie jestem. Przecież jestem w tym wszystkim. I wszystko istnieje w spektrum.
Nie wiem czy od nadmiaru myślenia, czy czucia, wracało mi się o wiele lżej. I zauważyłam, że w szarym lesie nadal jest zielone runo, wyblakło czerwone suche liście bukowe, a moje oczy nawet bez słońca mają kolor niebieski.