Kompetencje przyszłości
Docierają do mnie ostatnio zewsząd informacje, że w dzisiejszym świecie, poza kompetencjami cyfrowymi, myśleniem analitycznym opartym na danych i krytycznym myśleniem, które pozwala te dane weryfikować, szczególnie potrzebujemy rozwijać adaptacyjność oraz inteligencję emocjonalną.
No tak, pomyślałam. Oduczać się starych rzeczy i uczyć nowych, obserwować siebie i innych, pozostawać w stanie otwartości umysłu.
Bliskie mi. A jakże trudne, kiedy trzeba zmienić pracę, miejsce zamieszkania, sposób odżywiania albo wejść między nowych ludzi.
Ale… trudne, kiedy się o tym myśli. A w sumie przecież całkiem naturalne, kiedy trzeba.
Kiedyś zabiłam sarnę na drodze. Bardzo to przeżyłam. Wolałabym chyba, żeby nigdy nie wybudowano tej drogi, którą jechałam.
Dużo myślałam wtedy o dramacie dzikich zwierząt wobec rozwoju miast, dopóki na spacerze z psem nie zobaczyłam jelonka, który zatrzymał się przed drogą niczym pies, rozejrzał się i dopiero potem przeskoczył przez ulicę.
Do tego momentu myślałam, że to niemożliwe.
Jeszcze większym zaskoczeniem było dla mnie, kiedy zobaczyłam sarnę na poboczu, a po zatrzymaniu samochodu — w rowie kolejne. Zgasiłam światła i wtedy wszystkie spokojnie przeszły przez ulicę.
Skoro natura ma te kompetencje przyszłości, to czyż ja też nie jestem jej częścią?
Nie powiem, że kolejna przeprowadzka po tylu latach była łatwa.
Ale żeby robić z tego dramat?
Więc cóż… czy naprawdę starych drzew się nie przesadza?
A może jednak się przesadza. Tylko trzeba zadbać o korzenie. Mieć przy nich trochę własnych wartości, własnej ziemi. Podlewać. Poczekać.
Ja i moje kotopsy mamy już chyba kompetencje przyszłości.
Siedzimy więc na huśtawce.
Medytujemy wspólnie, rozwijając siebie.
Wzajemnie wspieramy się w tym bezruchu.
Łapiemy oddech przed kolejnymi zmianami, które z pewnością nas czekają … na huśtawce życia.