Work-life balance w działaniu, czyli o zmianie pracy w czasach zarazy

Od lat myślałam o poukładaniu swoich prywatnych spraw, bo choć deklarowałam że ta sfera życia jest dla mnie zawsze najważniejsza, to zawodowo rozwijałam się zdecydowanie jej kosztem. Po 16 latach w jednej firmie, wychowaniu dzieci, uregulowaniu spraw finansowych, mimo wszystko nie mogłam pogodzić spraw zawodowych z planami prywatnymi. Przyszedł moment podjęcia decyzji, więc ją podjęłam. Wiedziałam, ze przeprowadzka do małego miasta może oznaczać zmianę pracodawcy lub samozatrudnienie w ogóle. Tak się też stało. Jak to jest być w takim momencie życia?

  • Po pierwsze pomyśl sobie „dobrze, że już” i przekuj to w okazję do odcięcia się od popełnionych błędów i starych schematów działania, otwórz się na nowe możliwości

Złożyłam wypowiedzenie i poczułam niewiarygodny smutek. Spędziłam w tej firmie tyle lat, niewątpliwie osiągnęłam sukces, którego nawet nie planowałam, miałam pewną wypłatę, znam tak wielu ludzi, łatwo mi się poruszać w wielu obszarach, mogłam tam nawet realizować swoją coachingową pasję pomagając kolegom i koleżankom. To taki moment, kiedy ze strachu i żalu po utracie znacznej części swojej zawodowej aktywności, łatwo wpaść w pułapkę idealizowania przeszłości, kwestionowania przyczyn podjętej decyzji. Usiadłam więc i spisałam je raz jeszcze. Czego w życiu chcę, co zrobiłam źle, co mnie ograniczało, kiedy i dlaczego się nie rozwijałam. Ten moment w moim zawodowym życiu to szansa na poznanie nowych ludzi, nowych zawodowych środowisk, wykorzystanie kompetencji, których nie wykorzystywałam, szansa na zrobienie wszystkiego jeszcze lepiej, mądrzej, po swojemu i nie w konflikcie z życiem prywatnym. Pojawiają się możliwości, których w ogóle nie brałam pod uwagę. Muszę mieć otwartą głowę, by się im sensownie przyjrzeć zamiast siedzieć w przeszłości.

  • Po drugie przygotuj się, bo możesz

To nie jest prawda, że każdy może z dnia na dzień rzucić pracę i nie jest prawda, że na „rynku pracownika” tylko dla nas czekają. Owszem miejsc pracy jest wiele, szczególnie dla specjalistów i Covid wcale tego nie zmienił, warto mieć jednak świadomość tego, że:

– procesy rekrutacyjne trwają, nawet kilka miesięcy
– CV, czasem też list motywacyjny, muszą być przygotowane pod konkretne stanowisko, bo każdy pracodawca chce zatrudnić człowieka najlepiej pasującego do firmy i danego stanowiska, a przygotowanie własnych dokumentów jest czasochłonne, trzeba być konsekwentnym i móc poświęcić ten czas,
– trudno jest pogodzić aktywne szukanie pracy albo klientów (choćby rozmowy rekrutacyjne lub budowanie relacji na potrzeby własnego biznesu) z ciągle trwającą aktywnością zawodową.

Oszczędności albo przynajmniej rozmowy na pół roku przed, by to wszystko mądrze pogodzić, są więc dobrym pomysłem.

  • Po trzecie sprawdź co jest dla Ciebie naprawdę ważne

W momencie, gdy czas nagli bo okres wypowiedzenia nieuchronnie się kończy, zaczyna mi przychodzić do głowy zupełnie naturalnie, żeby iść po najmniejszej linii oporu, żeby brać robotę która jest dla mnie dostępna. To jest droga donikąd. Kompletnie bez sensu byłoby zmienić pracę tylko po to żeby zmienić. To nie fair w stosunku do samej siebie, to nie fair w stosunku do nowego pracodawcy. Wiem co jest dla mnie ważne, bo mam do tego swoje coachingowe narzędzia. Wiem też co mnie motywuje i czego potrzebuję, bym w pracy mogła się skupić na pracowaniu. Do tego jest milion pięćset sto dziewięćset narzędzi w internecie, testów, warto skorzystać. Słuchałam ostatnio bardzo inspirującego wywiadu z Markiem Kamińskim (podróżnik, zdobywca biegunów) i potwierdza mi to tylko, że jeżeli w głowie kiełkuje mi jakaś myśl, jakaś zawodowa droga, to oczywiście można ją ominąć, ale lepiej sprawdzić i wyeliminować nawet, niż wracać na nią przeszkadzając sobie pracować w równowadze.

  • Po czwarte podsumuj co Ty właściwie potrafisz

Ja to ciągle słyszę od moich klientów i wydawało mi się niewiarygodne … „Ja potrafię to i to i to, a uczyłem się tego i tego, ale właściwie to ja nie wiem. A co jeśli nie dam rady!? A może mi się tak tylko udało?? Musiałabym zaczynać wszystko od nowa w nowym miejscu, a to może nie tak łatwo? A co jak nic z tego co mam mi się w nowym miejscu nie przyda i wszystko od nowa?”. I oto sama tego doświadczyłam. Serio to przychodzi do głowy! Co ja mam i mogę przenieść do innego miejsca:

– wykształcenie (można je nazwać też kompetencjami twardymi) – cała wiedza, którą mam ze szkół, studiów, kursów, czyli to czego się uczyłam, nauczyłam praktykując i powtarzałam przez wiele lat, można do tego dorzucić obsługę różnych narzędzi, systemów, co tam tylko chcecie,
– doświadczenie (można je nazwać też kompetencjami miękkimi) – cała praktyka około tego co powyżej, umiejętności komunikacji, nawiązywania relacji, przekonywania, zarządzania, itp., itd.,
– znajomość organizacji – nie wątpię, że bezcenne w tej konkretnej firmie, ale też czy te firmy, aż tak bardzo się od siebie różnią, czy naprawdę nie można wykorzystać znajomości struktur, działów, czy nie ma tam podobnych grup ludzi, i wreszcie …
– mocne strony (można je nazwać talentami wrodzonymi) – cały niepowtarzalny zdecydowanie zestaw naturalnych kompetencji, które odróżniają nas od innych.

I tu znowu nie trzeba iść do coacha lub się domyślać, można sprawdzić, przetestować choćby tu –  https://www.gallup.com/cliftonstrengths/en/home.aspx – za niecałe 100 zł, w języku polskim, warto.

  • Po piąte przyznaj się do tego czego chcesz

Wiem, że chcę pracować rozwojowo z ludźmi, widzieć jak jest im w życiu lepiej, łatwiej i jak mogą budować swoją zawodową (i nie tylko) rzeczywistość coraz efektywniej,  od dawna to wiem. I uwaga, pod to byłam w stanie podpiąć wiele zawodów, nagiąć je do tej definicji. Można to oczywiście robić, ale w tej rzeczywistości zawodowej jaką w tej chwili na rynku pracy mamy nie trzeba. I najgorsze co słyszę to jak ktoś w pracy pyta człowieka  „A czego Ty chcesz? Pomogę Ci, tylko powiedz w jakim kierunku, zobaczymy co da się zrobić!” A ten człowiek tego nie wie. Nie potrafi sobie po prostu wyobrazić. Tu już mogę pomóc jako coach i w ogóle jako człowiek w zwyczajnej rozmowie.

Jestem w cudownym miejscu, zgromadziłam wiedzę, doświadczenie i dlatego właśnie nie potrafię sobie wyobrazić, żebym przez kolejne 20 lat – bo minimum tyle lat zawodowo przede mną – była ciągle w tym samym miejscu. Te lata mnie oczywiście przygotowały do tego momentu i tej decyzji. Jestem za to wdzięczna i tym bardziej nie chcę tego zatrzymać tylko buduję dalej rzeczy najważniejsze.

Jak skończyłam studia nie było pracy nawet po znajomości, a znajomości też nie było zbyt wiele. Poszłam więc na staż w kancelarii i ten staż otworzył mi możliwość pracy w Poznaniu. Wyjechałam. Tam pojawiła się możliwość pracy w firmie ubezpieczeniowej, więc zmieniłam. Wewnątrz też możliwości było wiele, ale w końcu się skończyły, więc się przebranżowiłam. W trakcie pojawiła się możliwość wyjazdu do Warszawy, więc w kontekście coachingu już wyjechałam. A tam z kolei na mojej drodze „wyrosło” cudowne naprawdę IT, więc weszłam w to jak w masło. Teraz myślę o domu, rodzinie, a i we Wrocławiu, i w Poznaniu i w Zielonej Górze nawet praca też jest (wcześniej tego nie wiedziałam), więc wróciłam. I nie wiem co będzie za miesiąc, kwartał, pół roku, ale na pewno będzie ok, bo wiem kim jestem, co potrafię i czego mi trzeba.

Skąd więc to myślenie, że można nie dać rady? Bo wychowani w dobie deficytu towarów, zatrudnienia i ograniczonych możliwości zarabiania i pomnażania pieniędzy nadal czasem nie zauważamy, że wokół nas inny świat. Bo mamy w sobie takiego wewnętrznego sabotażystę, wewnętrznego krytyka, ciągle szukamy czego nam brak, czego jeszcze nie potrafimy, czego jeszcze musimy się nauczyć, żeby tą decyzję o zmianie podjąć, a tymczasem możliwości mnóstwo, a decyzja czeka.

Moja prababcia (z tego domu, w którym siedzę pisząc ten tekst) szyła lalki, kwiaty, zdobiła przedmioty, robiła różańce, szydełkowała, wyszywała, była szalenie uzdolniona manualnie. Nie miała wykształcenia, nie potrafiła czytać i pisać. Jej historia to biedny dom rodzinny, pomaganie przy dzieciach i sprzątanie w różnych domach „u kogoś”, później również już wychowując własnych synów, a następnie do końca życia na ich utrzymaniu, bo nie miała nawet emerytury. Kto wtedy pomyślałby, że niektóre dzieci pewnie chciałyby mieć choćby takie lalki. Może nawet niezbyt zamożnych ludzi byłoby na nie stać. Kto wie?

A teraz można. Dam radę i Wy dacie. Bo teraz możemy zrobić to o czym czasem nawet trudno pomarzyć 😊