Myśli przewrotne

W Wigilię jedziemy z córką samochodem, mróz siarczysty, na jezdni ślisko. Zatrzymujemy się na skrzyżowaniu, gdzie z podporządkowanej trudno się wbić, bo taki ruch, ale udaje się. Ruszam, rozpędzam się i nagle na przejście dla pieszych wchodzi, bez zatrzymania i spojrzenia nawet, dziewczyna, lat około 15. Wciskam hamulec na maksa i sunę po jezdni chwilę, do całkowitego zatrzymania się auta. Wkurzam się przez sekundę w milczeniu myśląc o bezmyślności pieszych w ogóle, aż do momentu, kiedy ona patrzy mi prosto w oczy. Patrzę i ja na nią, a w tych oczach smutek i pustka. Przyglądam się. Głowa bez czapki, rozpięta kurtka, nie ma rękawiczek, a w ręce trzyma zielonego pora.

Przeszła. Ruszam i mówię do córki zmyślonymi myślami dziewczyny:

„Musiała akurat dziś zapomnieć kupić tego pora do sałatki. W takie zimno, że nawet nie ma jak przejść przez ulicę.”

Córka nie patrząc nawet na mnie, kontynuuje myśli dziewczyny:

„I jeszcze mnie wysłać, tak jakby sama nie mogła pójść. I do tego rękawiczek nie wzięłam.”

Jedziemy dalej. Po jemiołę, która zawiśnie pod sufitem jak co roku, żeby się można było całować z gośćmi na noworoczne szczęście. Miejsce mamy w Soli jedno, powszechnie znane, co roku tego samego pana od jemioły. Przejeżdżamy najpierw główną ulicą, by spojrzeć z oddali, czy w ogóle w tym roku jest, żeby nie tracić czasu na szukanie miejsca do zaparkowania. Jest. Następnie analizujemy, że jemioły potrzebne są dwie. Musimy więc udać się do bankomatu po gotówkę, której na co dzień nie nosimy, i dodatkowo trzeba uwzględnić też wzrost cen, bo dwa lata temu jedna kosztowała dychę, a w tamtym roku pięć dych za sztukę i… musiałyśmy się wracać do bankomatu. Teraz inflacja szalejąca, to nie wiadomo ile facet będzie chciał, zresztą nieważne, bo i tak od niego kupimy. Wybrałam dwie stówy z ogromną górką. Idziemy, wybieramy jedną piękną i pytam zapobiegawczo ile za tą. Facet pokazuje dwa palce. Patrzę na córkę, blada jak papier. Czyżby dwie stówy?? Niemożliwe!

„Dwie, czyli?” – pytam.

„Dwie dychy za sztukę” – odpowiada.

Taka promocja! Biorę dwie, płacę pięć dych, życzę Wesołych i szczęśliwe cykamy sobie pierwsze w tym roku fotki z jemiołą.

Podczas Wigilii przy stole mój tato czyta zwykle fragment Pisma Świętego. W tym roku poza tym wymyślił jakąś dodatkową modlitwę. Stoimy wszyscy przy stole, tato czyta w przyspieszonym tempie, bez modulacji w ogóle. Patrzymy na siebie i myślę:

„Pewnie, żeby więcej przeczytać w krótkim czasie.”

Ale nie, czyta i czyta, i zaczyna się wyliczanka za co dziękujemy i o co prosimy. On zaczytany, a w mojej głowie:

„No nieźle, chociaż nawet fajne to, to sobie postoimy.”

A on nagle: „I jeszcze o wiele innych, pięknych rzeczy, o które też prosimy, ale których już dalej nie przeczytam … amen.”

Rodzina w śmiech i za opłatek.

Jak to pięknie, jak to dobrze być omylnym 😊

 

PS.

Życzę Ci przezarąbistego Nowego Roku 2022. Dobrze, że jesteś kochany człowieku!